One Shot - To koniec ~ by Ka Te & Alice Verdas

4 | Skomentuj
Był to jeden z zimowych dni. Niby było zimno, ale nie dawało się jakoś tego odczuć. 
Przepiękna Hiszpanka o czarnych, kręconych włosach obchodziła dziś swoje 21 urodziny. 
Ktoś by pomyślał ''Haha... 21 lat i jeszcze dziewica.''
Po prostu.. Jeszcze nigdy się nie zakochała. Nie znalazła tego jedynego. Nigdy nie szukała miłości. Czekała, aż miłość znajdzie ją. Nie przejmowała się opiniami innych. Jednym słowem nie obchodziło jej to.
Dzisiejszego wieczoru organizowała imprezę urodzinową. Zaprosiła swoje przyjaciółki, chłopaków przyjaciółek. Przed tym wielkim wydarzeniem postanowiła posprzątać trochę w domu. Najbardziej cieszyła się, dlatego, że zaprosiła szczególną osobę. Maxi - chłopak, w którym kochała się od dobrych paru miesięcy. Zebrała się na odwagę i wręczyła mu zaproszenie. Chciała być jego "jedyną", jednak Argentyńczyk miał dziewczynę - Lenę. Jej siostrę. Chyba to bolało ją najbardziej. To, że wybrał jej siostrę zamiast niej. Poddała się, a może to jest zwykła nieśmiałość, która nie pozwala zbliżyć jej się do chłopaka? Sama nie wiedziała co o tym myśleć. 
Zabrała się za sprzątanie. Tylko to potrafiło wyrwać ją z myśli o chłopaku, który nie odwzajemnia jej uczuć. 

Zostały dwie godziny do imprezy. Dziewczyna była podekscytowana i zdenerwowana jednocześnie. Stres zżerał ją całą i nie potrafiła skupić się na zwykłej drobnostce jaką jest poukładanie przekąsek czy przyniesienie napojów z kuchni. Wzięła się w garść. Zajęło jej to pół godziny, co oznaczało, że zostało jej bardzo mało czasu, aby się przygotować. Szybko pobiegła na górę i wskoczyła pod prysznic, oczywiście wcześniej biorąc ze swojej sypialni bieliznę i byle jakie ubrania. Umyła swoje czarne, kręcone włosy szamponem jagodowym, a na ciało nałożyła żel, który pachniał malinami. Ogarnęła się i zauważyła, że wzięła zwykłe szare ubrania. Nie! Na tej imprezie musiała wyglądać bosko. W końcu są to jej urodziny. Podeszła do szafy w poszukiwaniu przebojowej sukienki, która podbije serca chłopaków i powali każdą dziewczynę z nóg. Wybrała łososiową sukienkę do kolan. Lekko pokręciła włosy, które swobodnie opadały jej na ramiona. Wymalowała się i wiedziała, że już jest gotowa na przyjęcie. Goście powoli zaczęli się schodzić.

~1 godzinę później~
Impreza trwa w najlepsze. Nigdzie niestety nie mogłam znaleźć Maxi'ego i Leny. Muszę przyznać, że trochę mnie to zasmuciło. Olali mnie w moje urodziny. Może siedzą w pokoju mojej siostry? Muszę to sprawdzić! Przeprosiłam wszystkich i ruszyłam schodami na górę. Gdy byłam już pod drzwiami usłyszałam dziwne jęki. To nie mogła być prawda. Lekko zapukałam w drzwi. Momentalnie przestałam słyszeć te dziwne odgłosy. 
-Mogę? - zapytałam po czym usłyszałam ciche proszę. Weszłam. Leżeli na łóżku, pod kołdrą przytuleni do siebie. Nie.. To nie działo się na prawdę. 
-Co Wy robicie?! - wydarłam się. Moja siostra ma dopiero 16 lat, a już to robi? -Lena co Ty wyprawiasz! Masz dopiero 16 lat! - próbowałam ją pouczyć jednak smutek, jaki czułam w tamtej chwili wydostał się na zewnątrz. Z moich oczu zaczęło lecieć tysiące łez. Wybiegłam z jej pokoju i zamknęłam się w swoim. Nie przejmowałam się imprezą. I tak nie przyszli tutaj dlatego, że ja mam urodziny. Przyszli tu dlatego, że nikt dawno nie robił żadnej imprezy. 

Dziewczyna przesiedziała w swoim pokoju całą imprezę urodzinową. Goście nie odczuli jej braku. Bawili się dalej, aż w końcu impreza się skończyła. Hiszpanka jeszcze nigdy nie była tak smutna jak dziś. W ten szczególny dzień. W swoje urodziny. Zdjęła sukienkę, którą zawsze chciała założyć na tę okazję. Zmyła makijaż i wskoczyła w zwykły szary dres. Położyła się na łóżku i przykryła się po sam czubek swojej głowy kołdrą. Nie chciała się nikomu pokazywać. Wiedziała, że powoli nadchodzi jej emocjonalny koniec. 
Leżała, a dni mijały. 
Dopadła ją ogromna depresja. 
-Czego we mnie nie ma co jest w mojej siostrze?! - ciągle zadawała sobie to pytanie. Od pewnego czasu nie dawało jej spokoju. 

5 lat później.
Nadszedł triumfalny dzień. Nie... Naty nie jest z Maxim. Nigdy nie dowiedział się o jej uczuciu jakim go darzy. 
Dzisiejszy dzień nie był jak wszystkie inne. Był to niesamowity dzień dla Leny.
Dziś był dzień jej ślubu. 
Ślubu z chłopakiem, którego jej siostra darzy nieskończonym uczuciem. 
Wielkie przygotowania do wesela.
Wszyscy byli szczęśliwi.. Tylko nie Natalia.
-Naty! - dziewczyna usłyszała krzyk dochodzący z kuchni. 
-Tak mamo?
-Wybrałaś już sukienki? 
-Tak! - dziewczyna musiała być druchną. Nie miała innego wyboru. Było jej bardzo smutno, bo jej ukochany miał właśnie poślubić jej siostre.

2 godziny później
Narzeczeni są w trakcie składania przysięgi. Natalia jest rozsypana. Po cichu płacze. I tak nikt nie zwraca na nią uwagi. Wszyscy są skupieni na tym czy powiedzą tak. 
Powiedzieli.
-Czy ktoś sprzeciwia się temu związkowi? - to była jej ostatnia szansa. Wstała z ławki, na której siedziała. 
-Ja! - wykrzyczała. Łzy zaczęły lecieć z jej oczu. Wszyscy skirowali wzrok na nią. -Kocham Cię Maxi. Zawsze Cię kochałam! - krzyknęła i wybiegła z kościoła. Może zrobiła źle? Tak.. Na pewno zrobiła źle. Przecież jakby chłopak odwzajemniał jej uczucia to wybiegł by za nią w tej samej chwili co ona. Myliła się. Tak bardzo się myliła. 
Nie chciała dłużej cierpieć. 
Nie chciała dłużej patrzeć na ich szczęście, którym zarażali wszystkich wokół tylko nie ją. 
Postanowiła ze sobą skończyć. 
Pobiegła na pierwszy lepszy most. 
Wahała się. 
Może kiedyś się zakocha. Może kiedyś spotka tego jedynego. Pragnęła mieć męża, dzieci. Kochającą rodzinę. Jej siostra to wszystko zniszczyła. 
Wiedziała, że musi to zrobić. 
Wspięła się na mur.
Wzięła ostatni oddech. 
Lekko się pochyliła.
Leciała. Jak wolny ptak po niebie. 
Nie.
Leciała, by już nie chciała patrzeć na to co dzieję się wokół niej. 
Dlaczego wszyscy mogli być szczęśliwi tylko nie ona? 
Spadła do wody. 
Umarła na miejscu. 
Była już wolna. 
Szczęśliwa.
---------------------------------------------------------------------------------
One Shot ten powstał głównie dlatego, że zablokowałyśmy się i długo nie ma rozdziału. 
Kursywa - Alice Verdas
Normalna - Ka Te
Mimo tego, że więcej napisałam, bardziej podoba mi się część Ka Te.
Piszcie co myślicie :)) - Alice Verdas


Tak, wiem, że zawaliłam :(
Moja część jest BARDZO krótka i mi się nie podoba :(
(I tak Wasza ocena najważniejsza :*)
Postaram się, aby dzisiaj pojawił się rozdział :**** - Ka Te

OS Diecesca. ~ Tú eres mi canción.

2 | Skomentuj

Diego pomimo strasznej pogody nie zamierzał spędzić nocy w domu. Oczywiście chłopaka nadal mieszkał z rodzicami i się uczył. Jednak nie zamierzał być aniołeczkiem siedzącym cicho i nawet nie wyrażającym własnego zdania. Odkąd skończył 14 lat są z nim problemy i nikt nie daje sobie z nim rady, dlatego myśli że może wszystko. Było około godziny 22. Diego siedział przy oknie i patrzył na kolejne błyskawice pojawiające się na niebie. Zamierzał wyjść z domu dopiero gdy rodzice go już nie powstrzymają, czyli kiedy zasną. Wiele razy zastanawiał się dlaczego właściwie to robi? Może po prostu chce zwrócić na siebie uwagę? Od zawsze jego rodzice przejmowali się tylko pracą. Zaczęli przejmować się tym co takiego wyrośnie z ich syna, odkąd chłopak zaczął nie przejmować się niczym i sam kierować własnym życiem, nie ważne że źle to robił i sam o tym dobrze wiedział. Według rodziców Diego, nigdy niczego mu nie brakowało. Mylili się. Brakowało mu miłości, a to chyba jest najważniejsze w rodzinie. Gdy chłopak był pewien że wszyscy domownicy już śpią, wyciągnął z szafy bluzę z kapturem. Szybko ją założył a kaptur zarzucił na głowę. Wyszedł z domu, kierując się sam nawet nie wiedząc gdzie. Szedł przed siebie, nie przejmując się ani deszczem ani błyskawicami które od pewnego czasu coraz częściej pojawiały się na niebie. Gdy zadzwoniła jego komórka chłopak spojrzał na wyświetlacz. Dzwonił jego brat - Marco. Pewnie już zauważył że Diego nie ma w domu i postanowił go ściągnąć zanim zorientują się rodzice. Marco wiele razy krył już brata i starał mu się pomóc, jednak Diego za każdym razem patrzył na to obojętnie. Odrzucił połączenie i schował telefon do kieszeni, tam gdzie jego miejsce. Szedł przed siebie nadal. W pewnym momencie dostrzegł dziewczynę siedząca na ławce. Od razu zaczął się zastanawiać co tu robi, do tego w środku nocy! Zastanowił się chwilę czy do niej podejść. W końcu jednak postanowił dowiedzieć się dlaczego siedzi tu tak samo w czasie burzy. Gdy podchodził zauważył że trzęsie się z zimna. Bez zastanowienia zdjął z siebie bluzę i okrył nią tajemniczą dziewczynę. Nie wiedział co nim kieruje, innym razem po prostu przeszedł by obojętnie. Dziewczyna spojrzała na niego. Było widać że płakała.
 - Co tu robisz sama? - spytał w końcu Diego. Dziewczyna jednak mu nie odpowiedziała. W tym momencie chłopak postanowił zrezygnować ze swojego nocnego spaceru.
 - Chodź... Nie będziesz tak przecież siedziała całą noc. - powiedział po czym wyciągnął do dziewczyny dłoń. Ona wahała się chwilę, jednak w końcu postanowiła pójść z chłopakiem. Ujęła jego dłoń, a on pociągnął ją do swojego domu. Kiedy doszli w drzwiach spotkali Marco, który miał nadzieję że jego brat jednak wróci do domu. Gdy zobaczył go wchodzącego z tajemniczą dziewczyną oczywiście się zdziwił. Diego minął go od razu bez słowa. Od razu poszedł się przebrać. Dziewczynie również dał jakieś suche ubranie. Oczywiście swoje, bo chłopak nie miał siostry. Było ona na dziewczynę o wiele za duże, jednak przynajmniej było suche. Ubranie dziewczyny Diego powiesił by wyschło. Potem chłopak wysłał swojego brata do łóżka po czym wrócił do dziewczyny siedzącej na kanapie. Poszedł zrobić sobie i dziewczynie gorącą czekoladę. Gdy wrócił i usiadł obok tajemniczej nieznajomej, ona spojrzała na niego jakby nigdy nic.
 - Hej. - powiedział i starł nadal lecącą łzę po jej policzku. - Nie płacz. Proszę.
 - Jak mam nie płakać. - odpowiedziała szeptem. Wiedziała, że inni domownicy śpią. - Chłopak zdradził mnie i wyrzucił z domu. Nie mam gdzie mieszkać. Dlatego siedziałam tam na ławce.
 - Przepraszam. Nie wiedziałem.
 - To ja przepraszam. Niepotrzebnie się uniosłam. - powiedziała i spojrzała na chłopaka. - A tak ogółem to jestem Francesca.
 - A ja Diego. - Uśmiechnęli się do siebie. Po chwili poszli do pokoju. Postanowili obejrzeć horror. Położyli się oboje na łóżku i zaczęli oglądać. Akurat odgrywali straszną scenę. Dziewczyna nieświadomie wtuliła się w chłopaka. Jednak jemu to nie przeszkadzało. Objął Włoszkę ramieniem. Kiedy film się skończył zauważył, że Fran zasnęła. Przykrył ją kocem i pocałował w czoło. Zasnęli w swoich ramionach ♥♥♥