Rozdział I - Szansa

4 | Skomentuj

Jak zwykle siedziała pod klasą czekając na swoją ulubioną lekcję. Muzyka. Tylko jej oddawała się w pełni i przy niej zapominała o wszystkich problemach. 
Co siedemnastolatka może wiedzieć o problemach? 
Ta siedemnastolatka przeżyła więcej niż niektórzy dorośli. Straciła mamę. Właściwie nigdy jej nie widziała. Jej mama umarła przy porodzie. Co z jej tatą? Stchórzył. Kiedy dowiedział się o ciąży wyjechał. Zostawił jej matkę i po prostu uciekł. 
Dziewczynę wychowywała babcia. Do dziś brunetka jest pod jej opieką. 
-Violetta Ziemia! - krzyknęła nauczycielka. Jak zawsze się zamyśliła. Chwytając plecak weszła do klasy i usiadła w ostatniej ławce.
Lekcje minęły jej szybko.
Czemu?
Znów przez każdą minutę każdej lekcji patrzyła na niego. Kochała się w nim, ale nikt oprócz niej o tym nie wiedział.
Otworzyła swoją szafkę zostawiając tam niepotrzebne książki.
-Violu. - usłyszała głos za sobą i natychmiastowo odwróciła się w stronę nauczycielki. 
-Tak? - zapytała nieśmiało. Nie była typem dziewczyn z jej klasy. Dobrze się uczyła i nigdy nie stawiała się nauczycielom. Byla dobrze wychowana.
-Miałabym do Ciebie prośbę. 
-Słucham.
-A więc Leon z Twojej klasy ma poważne problemy z matematyką.
-Wiem. Ale nie rozumiem co ja mam z tym wspólnego.
-No więc do tego zmierzam. Chciałabym, żebyś w wolnym czasie przynajmniej cztery razy w tygodniu dawała mu korki z matematyki. Co Ty na to?
-Nie wiem co powiedzieć.
-Oczywiście nie za darmo. Rodzice Leona będą Ci płacić. To co? Zgadzasz się?
-Tak. - odparła z uśmiechem. Wiedziała, że teraz będzie mogła być blisko swojego ukochanego. Wiedziała, że to jej szansa, której nie może zmarnować.

No więc tak oto prezentowałby się pierwszy rozdział. Troche krótki, bo pisałam go w całości na telefonie XD
Mam nadzieję, że się spodoba ;)
Alice V.

Prolog Nowej Historii

5 | Skomentuj


Siedziała pod salą z nosem w książce zagłębiając się w dalsze miłosne sceny.
Rozmyślała jak to by cudownie było gdyby ONA stała się główną bohaterką, a jej partnerem ON.
Spędzali by popołudnie razem, przy ciepłej herbacie, rozmawiając o błahych sprawach.
Potem szli by na długi spacer wokół stawu. 
Czekali by na zachód słońca by w jego blasku on nachylał się w jej stronę, by namiętnie i z uczuciem ją pocałować. 
Później w Jego objęciach wracałaby do domu, a przed samymi drzwiami słyszałaby słodkie ''Dobranoc Skarbie'' obdarowane nieliczoną liczbą całusów. 
I wtedy zadzwonił dzwonek ogłaszający koniec przerwy...

Siedziała wpatrzona w niego jak w obrazek. Nie zwracał na nią uwagi, a ona wciąż walczyła. Aż w końcu nadszedł dzień triumfu. 
Dzień, który ona zapamięta do końca życia.


//**//**//
Prolog nowej historii o Leonettcie. 
Miałam odejść - zostałam.
Miałam nie pisać - piszę.
Nie wiem jak przyjmiecie nową historię, ale mam nadzieję, że będzie ok :)